wtorek, 8 maja 2007
sen w sieci
dostałem szansę, na przekór tej cholernej sieciowej ciemności. przeżyłem sen, a wszystko zaczęło się od fotografii. gdy zobaczyłem Ją, poczułem, że Ją znam. wiem, to takie bajkowo-książkowe, ale ja bardziej wierzę swoim uczuciom, niż słowom. stała się rzecz dziwna - odpowiedziała na moją wiadomość. i zaczął się Sen. a niemożliwe stało się uczuciem. a uczuć ogrom, jak milion kropel deszczu, choć tylko jedna kropla się liczyła, i słowa zaczęły płynąć. słowa, które brzmiały jak najsłodsze myśli, jak skryte, niewypowiedziane marzenia. trwało to wieczność, 280800 sekund, albo troszkę dłużej, a każda sekunda była wypełniona Jej twarzą, głosem, uśmiechem. trwało to wieczność, ale nagle Ona się obudziła, i zostałem z powrotem sam w swoim (i już nie swoim) śnie. dlaczego? coś Ją przeraziło, a ja nie wiem co, ale czuję, że to wyszło z mroku mojej duszy. sieciowa ciemność, tylko ona mi została, chociaż zakwitł w niej fiołkowy sen. jestem tu, i nie ma mnie, bo śnię, nadal śnię. proszę, nie budźcie mnie, bo w tym śnie jest ciągle Jej twarz, uśmiechnięta, chociaż nie do mnie. kradnę Jej uśmiech i śpię. proszę, nie budźcie mnie...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz