niedziela, 18 kwietnia 2010

legenda...

czy legenda
czy historia
czy prawda
czy fantazja
biegną ślady
tworzą rysy
świadomość
a może papirus
mit rzeczywistości
nie prawdę zapamiętamy
lecz zapisy mas-mediów...
lub...czasopism...
opowiadać będziemy
o szewczyku dratewce...
co samolot pokonał...
i powstanie pokolenie...
spadających marzeń...

piątek, 22 maja 2009

generacja nic

to nie moje słowa, to nie moja głowa, we mnie pustka straszna, wiosną liście dopiero rodzą się, ptaki gonią muchy, a świat-łość wypełnia się śmiechem, który odbija się echem w przestrzeni bez ścian i bez wnętrza tym samym, i w chaosie wrażeń, a może tylko wypalonych marzeń, szukając, a może czekając, w dłoni mojej nic... nic

niedziela, 17 czerwca 2007

wracam do źródła

pamiętasz Przyjacielu? dawno temu wierzyliśmy w "powrót do natury". pamiętasz? słuchaliśmy nowo-romantycznej muzyki. a potem byliśmy coraz bardziej smutni. i słuchaliśmy coraz smutniejszych dźwięków, a wszystko stało się relatywne. a potem przestaliśmy być przyjaciółmi. i wszystko trafił szlag. Ty wyjechałeś daleko, a może nie (przecież to względne), a ja zagubiłem się wśród wirtualnych ścieżek. chwila, ale do kogo ja właściwie mówię (piszę)... tak, to chyba fakt, mam rozdwojenie jaźni.
wracam do źródła - do natury - wracam do siebie - do jedności - do Wolności

niedziela, 27 maja 2007

e-sesja

zrobiłem sobie sesje, wyszedłem w swoją matrycę, domy, ulice. ktoś chodzi, a pogoda, ustawiona na upał. niech grzeje. w mikrogłośnikach mogwai, troszke chłodniej, nie tak jak w mojej lodówce, ale może być. wyszedłem sprawdzić czy ktoś żyje, czy ja żyję. tylko piksele, kolorowa euforia grzania. sucha trawa. brak akcji. wszyscy niby żyją. zamykam oczy, widzę to samo, brak wyobraźni.
zapuszczam się w stare, zapomniane klastry, może zabłądzę. ale czy ja tu w ogóle jestem...
(magiczną ścieżka dostępu trafiłem pod 13, i znalazłem zagubiony Bajt... i nawet mnie pamiętał, a minęło prawie 25lat-czyli ok.768960000sekund)

poniedziałek, 14 maja 2007

pociągi manewrujące w ciemnościach

bardzo lubię pociągi. jako młodzieniec przemierzałem nimi kraj wzdłuż i wszerz. czy w sieci są pociągi? tak, i nawet takie bardzo szybkie i takie, do których jak raz się wsiądzie, to trudno wysiąść. właśnie mknę takim jednym, i coraz szybciej zjeżdża tunelem w dół. tylko relatywizm odczuć i wrażeń powoduje, że chociaż widzę już koniec tego tunelu (dno), to wbrew prędkości, ściana ta nie zbliża się w aż tak szybkim tempie. ale widzę ją bardzo dokładnie. w tej ścianie, a może w okiennej szybie, widzę swoją twarz. obrazek zniekształcony bitami przeżyć, i utratą danych. dziwi mnie tylko jeden fakt: moje oczy ciągle błyszczą. chyba ktoś mi kiedyś powiedział, że dopóki jest w oczach blask, to jest życie. czuję, że jeszcze odrobina została, i tylko muszę zdobyć się na odrobinę odwagi i wyskoczyć z tego pędzącego pociągu. i muszę zrobić to sam, ale to już mniejszy problem, bo w tym pociągu i tak oprócz mnie nikogo nie ma. właściwie nie wiem co jest poza tym pociągiem, ale to zapewne będzie przyjemniejsze niż spotkanie z murem. wyskoczę na zagubionej stacji, a później poszukam własnej ścieżki (alei). może ktoś będzie trzymał za mnie kciuki.

wtorek, 8 maja 2007

sen w sieci

dostałem szansę, na przekór tej cholernej sieciowej ciemności. przeżyłem sen, a wszystko zaczęło się od fotografii. gdy zobaczyłem Ją, poczułem, że Ją znam. wiem, to takie bajkowo-książkowe, ale ja bardziej wierzę swoim uczuciom, niż słowom. stała się rzecz dziwna - odpowiedziała na moją wiadomość. i zaczął się Sen. a niemożliwe stało się uczuciem. a uczuć ogrom, jak milion kropel deszczu, choć tylko jedna kropla się liczyła, i słowa zaczęły płynąć. słowa, które brzmiały jak najsłodsze myśli, jak skryte, niewypowiedziane marzenia. trwało to wieczność, 280800 sekund, albo troszkę dłużej, a każda sekunda była wypełniona Jej twarzą, głosem, uśmiechem. trwało to wieczność, ale nagle Ona się obudziła, i zostałem z powrotem sam w swoim (i już nie swoim) śnie. dlaczego? coś Ją przeraziło, a ja nie wiem co, ale czuję, że to wyszło z mroku mojej duszy. sieciowa ciemność, tylko ona mi została, chociaż zakwitł w niej fiołkowy sen. jestem tu, i nie ma mnie, bo śnię, nadal śnię. proszę, nie budźcie mnie, bo w tym śnie jest ciągle Jej twarz, uśmiechnięta, chociaż nie do mnie. kradnę Jej uśmiech i śpię. proszę, nie budźcie mnie...

niedziela, 22 kwietnia 2007

poza sieciowe rozważania o ciemności

gdybym był prorokiem, uznałbym przeszłość za wyrocznię, ale po co wróżyć z fusów, i z przeróżnej interpretacji pustych słów (a tyle już ich wypuściłem na wiatr). przecież samotność czeka każdego, w najlepszym wypadku dopiero w grobie (nie słyszałem jeszcze o dwuosobowych trumnach, do której mogli by być złożeni Romeo i Julia). nie potrafię opędzić się od myśli, że ciągle spadam, i jestem już tak nisko, że w moim otoczeniu jest coraz mniej Istot żywych. ale ja przecież kocham życie, tylko mam jeden problem, nie wiem jak żyć, a samo pragnienie to chyba za mało, a pozytywne myślenie nie wystarcza. w tej ciemnej alei spotykam braTnie dusze, ale coraz częściej wolę milczeć, bo życzę iM dobrze, i wolę by nie próbowały mi towarzyszyć, bo dokąd ta aleja prowadzi, do "newgrange".