niedziela, 27 maja 2007

e-sesja

zrobiłem sobie sesje, wyszedłem w swoją matrycę, domy, ulice. ktoś chodzi, a pogoda, ustawiona na upał. niech grzeje. w mikrogłośnikach mogwai, troszke chłodniej, nie tak jak w mojej lodówce, ale może być. wyszedłem sprawdzić czy ktoś żyje, czy ja żyję. tylko piksele, kolorowa euforia grzania. sucha trawa. brak akcji. wszyscy niby żyją. zamykam oczy, widzę to samo, brak wyobraźni.
zapuszczam się w stare, zapomniane klastry, może zabłądzę. ale czy ja tu w ogóle jestem...
(magiczną ścieżka dostępu trafiłem pod 13, i znalazłem zagubiony Bajt... i nawet mnie pamiętał, a minęło prawie 25lat-czyli ok.768960000sekund)

poniedziałek, 14 maja 2007

pociągi manewrujące w ciemnościach

bardzo lubię pociągi. jako młodzieniec przemierzałem nimi kraj wzdłuż i wszerz. czy w sieci są pociągi? tak, i nawet takie bardzo szybkie i takie, do których jak raz się wsiądzie, to trudno wysiąść. właśnie mknę takim jednym, i coraz szybciej zjeżdża tunelem w dół. tylko relatywizm odczuć i wrażeń powoduje, że chociaż widzę już koniec tego tunelu (dno), to wbrew prędkości, ściana ta nie zbliża się w aż tak szybkim tempie. ale widzę ją bardzo dokładnie. w tej ścianie, a może w okiennej szybie, widzę swoją twarz. obrazek zniekształcony bitami przeżyć, i utratą danych. dziwi mnie tylko jeden fakt: moje oczy ciągle błyszczą. chyba ktoś mi kiedyś powiedział, że dopóki jest w oczach blask, to jest życie. czuję, że jeszcze odrobina została, i tylko muszę zdobyć się na odrobinę odwagi i wyskoczyć z tego pędzącego pociągu. i muszę zrobić to sam, ale to już mniejszy problem, bo w tym pociągu i tak oprócz mnie nikogo nie ma. właściwie nie wiem co jest poza tym pociągiem, ale to zapewne będzie przyjemniejsze niż spotkanie z murem. wyskoczę na zagubionej stacji, a później poszukam własnej ścieżki (alei). może ktoś będzie trzymał za mnie kciuki.

wtorek, 8 maja 2007

sen w sieci

dostałem szansę, na przekór tej cholernej sieciowej ciemności. przeżyłem sen, a wszystko zaczęło się od fotografii. gdy zobaczyłem Ją, poczułem, że Ją znam. wiem, to takie bajkowo-książkowe, ale ja bardziej wierzę swoim uczuciom, niż słowom. stała się rzecz dziwna - odpowiedziała na moją wiadomość. i zaczął się Sen. a niemożliwe stało się uczuciem. a uczuć ogrom, jak milion kropel deszczu, choć tylko jedna kropla się liczyła, i słowa zaczęły płynąć. słowa, które brzmiały jak najsłodsze myśli, jak skryte, niewypowiedziane marzenia. trwało to wieczność, 280800 sekund, albo troszkę dłużej, a każda sekunda była wypełniona Jej twarzą, głosem, uśmiechem. trwało to wieczność, ale nagle Ona się obudziła, i zostałem z powrotem sam w swoim (i już nie swoim) śnie. dlaczego? coś Ją przeraziło, a ja nie wiem co, ale czuję, że to wyszło z mroku mojej duszy. sieciowa ciemność, tylko ona mi została, chociaż zakwitł w niej fiołkowy sen. jestem tu, i nie ma mnie, bo śnię, nadal śnię. proszę, nie budźcie mnie, bo w tym śnie jest ciągle Jej twarz, uśmiechnięta, chociaż nie do mnie. kradnę Jej uśmiech i śpię. proszę, nie budźcie mnie...